Amor Fati, trudna miłość do Boga losu

"Przyjmij rzeczy, do których los cię wiąże, i kochaj ludzi, których los ci przynosi, ale rób to z całego serca"

Marek Aureliusz, Przemyślenia

Amor Fati to umiłowanie losu, akceptacja tego, co on przyniesie - zarówno dobrego i niepożądanego. To jedna z zasad filozofii stoickiej.

Przyjąłem ją jako jedną z najważniejszych zasad w mojej filozofii życiowej. Pozwala ze spokojem przyjmować i racjonalnie reagować na to co nas spotyka.

W teorii jest prosta, w praktyce ciągle się potykam, popełniam te same błędy. Jest ona trudna sztuką życia, bo ego ma oczekiwania, chce kontrolować otoczenie. Wymaga ona sporo uważności.

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana

Heraklit z Efezu

Bieżący rok, a konkretnie kilka ostatnich tygodni jest moją lekcją umiłowania losu. Zamknięcie biura, praca z domu, nieprzespane noce z powodu chorego psa, zmęczenie psychiczne, siedzenie głównie w jednym miejscu, moja luba przez pół roku szukała pracy i utrzymanie nas było na mojej głowie. Nie mogę narzekać na nudę 😉

Największym wyzwaniem jest dla mnie pies, bo mam na niego najmniejszy wpływ. Wabi się Masza, skończyła niemal 11 lat. Od prawie pół roku miewa ataki padaczki, ma problemy neurologiczne, ostatnio wymaga coraz częstego wychodzenia z nią na dwór co ok 1-2h, także w nocy. W ciągu ostatni 2 tygodni co chwila zostawia mocz na podłodze, także na kanapie i łóżku. Trzeba jej pilnować, czy na pewno leży na specjalnej absorpcyjnej macie.

W nocy potrafi wstać i chodzić przez dłuższy czas przez nasze mieszkanie w te i z powrotem, stukając pazurami i potykając się o różne przedmioty. Budzi nas wiele razy w nocy, w rezultacie rano jesteśmy jak zombi. Niewyspani, zmęczeni, poirytowani.

Akceptacja, a właściwie utrzymanie spokoju, miłości do psa jest jest dla mnie bardzo trudne, szczególnie wieczorami, jak już jestem zmęczony po pracy, chcę się skupić na swoich rzeczach, a pies jest niespokojny, sika i sprzątam n-ty raz podłogę. Jak jest dobrze, to jest dobrze, a jak zaczynają się trudności, to wtedy jest zaczyna się próba charakteru. Bóg Losu mówi "sprawdzam cię".

Nie mam wpływu, czy będzie sikać w mieszkaniu, to jej decyzja. Nie robi tego specjalnie, aby nam utrudnić życie. Mam tendencje do kontrolowania otoczenia, powoduje to u mnie masę frustracji i dodatkowego zmęczenia.

Pamiętając o zasadzie Amor Fati staram się zmienić moje nastawienie do tego co się dzieje. Zamiast się wkurwiać, wolę spojrzeć z góry i wybrać takie nastawienie (przeramowanie), które będzie mi najlepiej służyło.

W wielu momentach widzę, że powinienem być bardziej empatyczny, miłujący, ale to często się nie udaje. Przeklinam, złoszczę się, kłócę się z moją lubą, mamy ciężkie momenty, atmosfera w mieszkaniu się napina.

Widzę kilka lekcji dla mnie w tej sytuacji. Przede wszystkim dostrzegam lekcję empatii i cierpliwości, też jako sposób na hartowanie swojego ducha, co mi się na pewno przyda w innych przestrzeniach życiowych.

Dodatkowo obserwując jak reaguję w najtrudniejszych momentach, poznaję siebie i mogę się poprawić następnym razem. Filozofia nie jest nauką na raz, a raczej ciągłą praktyką stawania się swoją lepszą wersją .

Jakie miałeś trudne sytuacje, dzięki którym dostałeś(-aś) szansę, aby stać się lepszym człowiekiem?

Dla osób nie zaznajomionych wcześniej z filozofią stoicką bardzo polecam książki Ryana Holidaya jak "Ego To Twój Wróg", "Stoicyzm na każdy dzień roku". Także klasyk jak "Przemyślenia" Marka Aureliusza czy dzieła Seneki.

Z filmów na YT to dobrym wprowadzeniem jest:

Dzięki i zapraszam do skomentowania.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments