Przemyślenia po miesiącu podróży

Minął już pierwszy miesiąc mojej podróży połączonej z pracą zarobkową. Przez ten cały okres zdołałem zobaczyć, doświadczyć całkiem sporo w Kolumbii, gdzie cały czas przebywam.

Do tej pory byłem w kilku miejscach, każdym starałem się spędzić co najmniej około tygodnia

  • Bogota. Stolica kraju, położone w Andach, z przepiękną architekturą kolonialną w starym mieście. Miasto bardzo cierpi na braku metra i podróż komunikacją miejską w godzinach szczytu to katorga.
  • Medellin. Drugie co do wielkości miasto. Medellin jest świetnym miejscem dla digital nomadów ze względu na m.in ciepły klimat, piękne widoki, nowoczesna komunikacja publiczna w tym kilka linii metra, proporcjonalnie niskie ceny, obecność społeczności, biura coworkingowe, wysoką innowacyjność miasta.
  • Cartagena de Indias. Miasto położone na wybrzeżu morza Karaibskiego. Kolonialna architektura starego miasta czy hiszpańskie forty robią wrażenie. Jak tam byłem, to było gorąco i duszno pomimo bryzy morskiej. Wyższe ceny w sklepach i wynajmu noclegu niż w miastach, w których byłem wcześniej.
  • Isla Grande, wyspa w pobliżu Cartageny. Mała wyspa oddalona ok. 1h podróży łodzią motorową od Cartageny. Stosunkowo mało turystów, sporo urokliwych miejsc, dobrych owoców morza.
  • Bucamaranga. Kolejne duże miasto górskie otoczone przepięknymi parkami narodowymi.

Gorąco polecam spędzić conajmniej kilka tygodni w Kolubii. Kraj jest przepiękny, połączenie klimatu latynoskiego z górami, selvą, rzekami, architekturą kolonialną robi pioronujące wrażenie. Generalizując, Kolumbiczycy są bardzo otwarci, pomocni, świętują co się da.

Spróbowałem z kilkanaście kolumbijskich potraw, których nazw i skłądników nie jest w stanie przytoczyć, ale co ważniejsze bardzo mi smakowały.

Pobyt na Isla Grande(wyspa niedaleko Cartageny) bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Na wyspie może żyje z 600 w małej wiosce, ale ta mała wioseczka posiadała 3 kluby i każdej nocy było tam pełno ludzi. W Polsce w małej wiosce w późnych godzinach to jest cicho jak makiem zasiał i nic się nie dzieje 😉

Wnioski:

  • Do tej pory pracowałem w 99,99% czasu z wynajętego pokoju, ograniczając kontakt z miastem, ludźmi. Zamierzam w przyszłości tak się zorganizować, że jak jak bedę miał stały projekt, aby wynajmować biurko w coworkingu, chodzić do biblioteki, uniwersytetu itd.
  • W Kolumbii jest problem, aby kupić moją ukochaną Yerba Mate 🙁
  • Do funkcjonowania konieczna jest chociaż podstawowa znajomość hiszpańskiego. Na swojej drodze spotkałem z jedynie kilkanaście osób, które mówiły stosunkowo płynnie po angielsku.
  • W Kolumbii zauważalnie mało jest turystów z Polski. Przez cały okres spotkałem tylko jednego, który jest na kilkutygodniowym kursie hiszpańskiego w Medellin. 90% gringos to Amerykanie i Brytyjczycy.
  • Przez większośc podróży stosunkowo słaba znajomość hiszpańskiego dokuczała i doszedłem do wniosku, że warto zainwestować w intensywny kilkutygodniowy kurs hiszpańskiego.
  • Częsta miejsca noclegu co kilka dni wpływa negatywnie na moją efektywność. Potrzebuję kilku dni, aby wstępnie rozeznać się w danym mieście, znaleźć dobre jadłodajnie, markety. Zamiast skupić się na pracy, rozkojarzam się myśląc o tym, że jestem krótko i niemal nic nie zobaczyłem. Lepiej jest spędzić w fajnym miejscu kilka tygodni, aby w pełni z niego skorzystać np. poznać okoliczne atrakcje, mieszkańców, poimprezować, posmakować specjałów  itd. bez pośpiechu.
  • Od czasu do czasu dokucza podróżowanie solo, w szczególnie w momentach jak jestem zmęczony. Brakuje drugiej osoby, aby dotrzymała towarzystwa, popilnowała bagażu, zrobiła zakupy,  do wynajmu samochodu czy taksówki, czy  dodatkowego dopilnowania czy czegoś nie zostawiliśmy. Podróż w conajmniej dwie osoby wychodzi nieco taniej.
  • Pozytywne strony podróżowania samemu: 100% elastyczność i swoboda wyboru kolejnych działań, łatwiej poznaję sporo nowych ludzi, muszę cały czas poszerzać językowe strefy komfortu, dużo wkłądam inicjatywy aby się socjalizować, co mi jako introwertykowi nie zawsze łatwo przychodzi ;).  Dodatkowo jest to forma samorozwoju, bo spędzam dużo czasu na przemyślaniach swoich działań, życia i uczę się miejskiej sztuki przetrwania 😉
  • Kupienie karty sim na samym początku pobytu było dobrym pomysłem. Dzięki niej mogłem zadzwonić do znajomej kolumbijki, skorzystać z nawigacji czy coś sprawdzić w internecie.
  • W Kolumbii opłaca się korzystać z Airnb. Za około 30-40 zł można dostać prywatny pokój w dobrym miejscu jak się dobrze poszuka.
  • Pakując się na wyjazd przyjąłem założenie, że biorę minimalną ilość ubrań tzn. 3 sztuki bielizny, 2-3 koszulki z materiału syntetycznego(bawełna szybko nasiąka wodą/potem, staje się ciężka, zajmuje więcej miejsca), 2 pary skarpetek, 2 powerbanki, 2 krótkie spodenki, długie spodnie, kurtkę, bluzę, kocyk. To zestawienie ubraniowe pozwalało mi zminimalizować ciężar i zajmowane miejsce, można je prać na bieżąco i zwykle jest w co się ubrać.
  • Po Kolumbii zamierzam się wybrać do Ekwadoru i zrobić eksperyment z wynajmem na co najmniej miesiąc.
  • Między miastami podróżowałem autobusami po conajmniej 10h. Było to męczące, ale znacznie więcej widziałem i wychodzi taniej niż gdybym korzystał z linii lotniczych.

 

Dodaj komentarz